• image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
Previous Next
 

Archiwum artykułów

Moja historia, część 2

Ocena użytkowników: Rating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star Blank / 0
SłabyŚwietny 

Tak więc po korzystnym dla mnie wyroku WSA w Gdańsku organy sanepidu zostały zobowiązane do ponownego zajęcia się sprawą, przy czym Sąd wskazał na szereg wątpliwości i zastrzeżeń, co do prowadzonego dochodzenia, nakazując ich usuniecie. Wydawałoby się, że będą to wskazówki, które sanepid weźmie sobie do serca i nie popełni już takich błędów.

Pismem z dnia 22.03.2006 PWIS w Gdańsku przekazał sprawę ponownie do PPIS w Słupsku wskazując, że „Przy ponownym rozpatrywaniu sprawy należy uwzględnić wskazówki zawarte w wyroku WSA.”.

W dniu 25 maja sanepid w Słupsku zwraca się  do Curver Poland Sp.z o.o. w Słupsku z pismem zawierającym szereg pytań do pracodawcy, które miały pomóc w ustaleniu warunków pracy, jakie panowały w pracy, oraz stosowanych w produkcji barwników.

Znając postępowanie pracodawcy i jego dotychczasowe matactwa w sprawie zasugerowałem Pani Wandzie Gawlik, która z ramienia sanepidu w Słupsku prowadziła te dochodzenie powołanie świadków w celu weryfikacji twierdzeń pracodawcy, co do warunków pracy i stosowanych substancji w toku produkcji.  Spotkałem się jednak z niechęcią, a wręcz z stwierdzeniem, że „takich rzeczy się nie praktykuje”. Widząc niechęć ze strony Pani Gawlik skierowałem w dniu 05 czerwca 2006 roku maila do WSSE w Gdańsku z zapytaniem czy działania w kierunku wezwania świadków na tę okoliczność mieszczą się w kompetencji sanepidu.

W dniu 09 czerwca otrzymałem od PWIS pismo, w którym stwierdzono, że takie działanie „…jest dopuszczalne-wręcz wskazane…”.

Nie mogąc doczekać się na odpowiedź pracodawcy na pismo skierowane do niego przez sanepid postanowiłem działać w kierunku doprowadzenia do przesłuchania świadków. W tym celu w dniu 23 czerwca 2006 roku skierowałem pismo do Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”, która działa w zakładzie wiedząc, że jej członkowie znają warunki pracy w zakładzie, jakie panowały w latach, 90 bowiem również w tych latach pracowali na produkcji. Jednocześnie, jako związkowcy nie będą  narażeni na naciski pracodawcy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że aktualnie zatrudnieni moi koledzy nie zdecydują się na taki krok z uwagi na obawę utraty pracy, a tym już nie pracującym pracodawca zarzuci celowe kłamstwo w zemście za zwolnienie z pracy. Takie więc rozwiązanie było więc najbardziej zasadne.

Równocześnie powiadomiłem o moich działaniach sanepid w Słupsku.

Nalegałem również na sanepid, aby wyegzekwował od pracodawcy odpowiedź na swoje pismo z dnia 25 czerwca. Otrzymałem tylko odpowiedź, że pomimo upływu miesiąca czasu pracodawca nadal nie udzielił na nie odpowiedzi.

W dniu 07.07.2006 otrzymałem od Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” odpowiedź na prośbę, którą do niej skierowałem, a w której potwierdzono fatalne warunki BHP panujące w zakładzie, jednocześnie deklararując, że mogą potwierdzić i opisać panujące wówczas warunki pracy.

  

Nie mogąc doczekać się na energiczne działania sanepidu 20 września zwróciłem się z pismem do sanepidu o umożliwienie mi wglądu do akt sprawy. W wyniku tego otrzymałem kopie min. karty narażenia zawodowego z dnia 18.05.2004 oraz z dnia 8.12.2004 roku W karcie z dnia 18 maja sporządzonej przez sanepid w Słupsku podaje się fałszywe dane stwierdzając w punkcie 12 jakoby betoniarki budowlane stosowane do mieszania tworzywa był to „szczelnie zamknięty mieszalnik”, oraz w punkcie 14/e stwierdza się, że w zakładzie były przerwy śniadaniowe pisząc: „…w tym 20 min. przerwy śniadaniowej plus przerwy na potrzeby fizjologiczne.”. Jest to totalne kłamstwo. W punkcie 16 tejże karty na pytanie „Opis środków profilaktycznych podejmowanych w zakładzie pracy w związku z narażeniem zawodowym” napisano „nie dotyczy”. Zupełnie tego nie rozumiem zwłaszcza w kontekście podsumowania postępowania, w którym stwierdzono: „Warunki pracy na stanowisku operatora wtryskarki mogły stwarzać możliwość powstania choroby zawodowej.”.  Warunki szkodliwe, a środki profilaktyczne „nie dotyczy. Chyba raczej należy przyznać, że żadnych środków nie stosowano. Jeszcze ciekawsze stwierdzenia zawarto w punkcie 17. Stwierdzono że w zakładzie były przeprowadzane kontrole warunków pracy, lecz na pytanie, „kiedy?” nie udzielono odpowiedzi.

Kolejną Kartę sporządzono już WSSE w Gdańsku w dniu 08.12.2004.

To już jest majstersztyk niekompetencji i zakłamania. W punkcie 9 zawierającym w formie tabelarycznej wywiad zawodowy w rubryce „Dane o narażeniu (wyniki pomiarów)" stwierdza się od góry do dołu „brak danych w dokumentacji”. W punkcie 13 wymienia się, jako czynnik choroby zawodowej kadm i chrom jednak na pytanie o wyniki pomiarów zapisano „brak danych w dokumentacji”. W kolejnych punktach tj. 16, 17, 18 „brak danych w dokumentacji” słowem od góry do dołu „brak danych w dokumentacji”.

Osoba, która podpisała się pod ta karta tj. Lek.med. Dorota Całus-Kania będąca jak wynika z pieczątki kierownikiem Sekcji Chorób Zawodowych WSSE w Gdańsku zawarła jednak w podsumowaniu postępowania zdumiewające stwierdzenia pisząc, że pracowałem:

„… w kontakcie ze śladowymi ilościami kadmu i chromu w formie zanieczyszczeń barwników pylistych, używanych do barwienia wyrobów z tworzyw sztucznych.”. Pełen profesjonalizm!. Gratuluje Pani doktor wiedzy i trafnego wyciągania wniosków. Boże broń nas przed takimi lekarzami.

Karta ta, to istna perełka głupoty w wykonaniu Pani doktor. Bardzo jestem ciekaw, na jakiej podstawie Pani doktor wyciągnęła takie wnioski skoro sama stwierdza „brak danych w dokumentacji”. czy karta ta nie powinna być sporządzona właśnie na podstawie zgromadzonej dokumentacji?. Nic dodać, nic ująć – oceńcie Państwo sami.

W końcu po blisko trzech miesiącach Curver raczył odpowiedzieć sanepidowi na jego pismo z 25 maja.

Jak przewidywałem pracodawca konsekwentnie wszystkiemu zaprzecza. W piśmie stwierdza, że nie stosował barwników kadmowych, forsuje dalej stwierdzenia, że mieszałem tworzywo w „szczelnie zamkniętym mieszalniku i podaje szereg nieistotnych wiadomości. Załącza jednak między innymi kopię badań środowiskowych z 2002! roku dotyczących „oceny stopnia uciążliwości dynamicznej (efektywnego wydatku energetycznego) na stanowiskach pracy”. W jakim celu?. Co to miało udowodnić?. Bardziej by mnie interesowały badania zapylenia barwnikami pylistymi jednak takowych bark!.

Na podstawie tych wyjaśnień Pani Wanda Gawlik z PPIS w Słupsku nie czekając na przesłuchania świadków sporządza w dniu 24.08.2006 kolejną już Kartę Narażenia Zawodowego. Zadziwiające, prawda?..

Ale to jeszcze nic zakłamanie tej Pani widać po zapisach, jakie umieściła w tej Karcie.

Okres zatrudnienia od 01.07.1992 – 30.09.1993 w którym podaje narażenie na: Pyły barwników pylistych żółcień kadmowa i czerwień kadmowa tworzywa sztuczne: polietylen, polistyren, polipropylen Pani Gawlik dokumentuje wynikami pomiarów 27 marca 2002 roku!. Dalej okres narażenia 01.07.1994 – 31.05.2003 w którym podaje narażenie na wspomniane już barwniki dokumentuje wynikami pomiarów tlenku węgla z dnia 26.06.2002 roku!. Przypadek, niekompetencja czy celowe działanie?. Dalej pomimo jasnych wskazówek zawartych w wyroku Sądowym nie robi nic, aby ustalić producenta i skład barwników pylistych (pomimo moich pism wskazujących producenta barwników pylistych) i w punkcie 13 określa narażenie na: „…pyły barwników zawierające śladowe ilości chromu, kadmu i innych metali.” nie dysponując żadnymi badaniami w tym kierunku, a dodatkowo przytacza badania, które przedstawił pracodawca z dnia 25.05.1998. Dotyczyły one pomiaru pyłu z tym, że przeprowadzono je w fili zakładu (Rotomolding przy ulicy Grottgera w Słupsku) oddalonej o 3 kilometry od zakładu, w którym pracowałem!. Jakby tego było mało to nie przepracowałem tam ani minuty. Jaki jest tego cel?.

Dalej przytacza kłamstwa podawane przez pracodawcę odnośnie przerw śniadaniowych i stosowanych środków ochrony osobistej. Ponownie forsuje tezę o „szczelnie zamkniętym mieszalniku” jakoby była nim betoniarka. Cala ta karta to istny stek bzdur.

Pomimo przesłanego mi w dniu 06.10.2006 zawiadomienia o wyznaczeniu na dzień 10 .11.2006 rozprawy administracyjnej,

 

tak sporządzoną kartą słupski sanepid kończy dochodzenie i przesyła do WOMP celem skierowania do placówki orzeczniczej.

Dowiadując się o tym fakcie wysłałem pismo do sanepidu nie zgadzając się na takie prowadzenie postępowania.

Jednocześnie skierowałem pismo do WOMP w Gdańsku prosząc o wstrzymanie przesyłania dokumentacji do jednostki orzeczniczej do czasu zakończenia rozprawy administracyjnej.

W dniu 27.10.2006 roku otrzymuję potwierdzenie z WOMP w Gdańsku o wstrzymaniu rozpatrywania sprawy do czasu zakończenia przesłuchania świadków.

W końcu w dniu 10 listopada 2006 przeprowadzono pierwszą rozprawę administracyjną.

Świadek Ryszard P.  członek Zakładowej Organizacji Związkowej zeznał, że na hali pracowało nawet 10 betoniarek, które niezamykane pracowały w odległości ok. 2 metrów od wtryskarek. Zaprzeczył twierdzeniom zawartym w karcie oceny narażenia zawodowego jakoby stosowano półmaski.  Stwierdza, że „szatnia była praktycznie na hali”. Nie potwierdza faktu istnienia wentylacji mechanicznej. Stwierdzanie było pomieszczenia socjalnego na spożywanie posiłków, na zmianie jadło się szybko przy maszynie w trakcie pracy.”. Potwierdza przypadki zapalenia tworzywa i podaje temperaturę jego plastyfikacji, która wynosiła nawet 400 stopni C. Podaje, ze nawet po oficjalnym zrezygnowaniu przez pracodawcę z barwników pylistych jakiś czas jeszcze były one jednak stosowane.

Wbrew twierdzeniom pracodawcy wskazuje na przypadki, używania benzyny ekstrakcyjnej do  mycia wyprasek nawet całe 8 godzin. Wspomina o zadymieniu hali produkcyjnej i potwierdza fakt braku miejscowych wyciągów przy ustniku maszyny. Opisuje proces rozruchu maszyn po postoju, który wymagał przeczyszczenia cylindra i opisuje jak to wyglądało mówiąc:. „…tworzywo wypływało do wanien metalowych i unosiły się opary, nad ustnikami nie było zamontowanych miejscowych wyciągów.” Na koniec stwierdza: Nie były stosowane zamknięcia do betoniarek, nie było takich zamknięć”.

Następnie zeznawał świadek Artur P. również członek NSZZ „Solidarność”. Zeznaje, że: „ Nikt nie poinformował nas ze pracowaliśmy przy substancjach szkodliwych, nie odbywałem żadnego szkolenia BHP, jak przyszedłem do pracy z tego, co wiem nie było służby BHP" również potwierdza fakt pracy betoniarek przez całą zmianę roboczą. Potwierdza fakt dodawania do barwników pylistych oleju hydraulicznego z maszyn. Wspomina o przypadkach uczuleń na barwniki pyliste wśród pracowników. Potwierdza fakt braku zamknięć przy betoniarkach. Opisuje fakt spożywania posiłków przy maszynie i opisuje warunki socjalne, jakie panowały w zakładzie. Stwierdza: „Przy ulicy Złotej szatnia była w innym budynku, z jedną umywalką i natryskiem, ale nikt się nią, kompał bo trzeba było napalić w piecu żeby była ciepła woda”, „… na hali mieliśmy jeszcze jedną umywalkę i toaletę bardzo często nie czynną”. Zeznaje, że około 2001 roku wycofano z użycia benzynę ekstrakcyjną. Przyznaje, ze spotkał się z przypadkami zapalenia tworzywa mówiąc:„…zdegradowane tworzywo powoduje wydobywanie się dosyć dużej ilości oparów w postaci duszącego dymu, dym ten nie jest odprowadzany przez miejscowe wyciągi, ponieważ ani na ul. Złotej ani na ul. Wrocławskiej nie ma miejscowych wyciągów.” Również opisuje proces rozruchu maszyny po postoju wskazując przy tym na konieczność użycia do tego palnika na gaz propan-butan, którym dokonywano podgrzewania ustnika maszyny, co powodowało zapalenie tworzywa.  Proces ten opisuje: „Trzeba było zrobić tzw. czyszczenie cylindra, czyli spuścić przegrzane tworzywo do wanienek, razem z tworzywem wydobywały się duszące opary.”.

Kolejny świadek Roman B. zgłoszony przez pracodawcę zeznał, że: „ Wiedzieliśmy, ze pracujemy przy substancjach szkodliwych z własnej wiedzy, nie przypominam sobie, aby ktoś ich informował.”

O dziwo również zeznaje: „Posiłki jedliśmy przy maszynie, bo nie mieliśmy zastępstwa. Po przeprowadzeniu na ul. Wrocławską warunki socjalne były lepsze, ale posiłki nadal jedliśmy przy maszynach…”. Nie potwierdza faktu noszenia półmasek, bo nie otrzymywał ich od pracodawcy. Również opisuje proces rozruchu maszyny wskazując na wydobywający się „nieprzyjemny zapach”, który nie jest odprowadzany żadnym wyciągiem. Potwierdza również fakt dodawania do barwników pylistych oleju maszynowego.

Świadek Mirosław H. członek Zakładowej Organizacji Związkowej na wstępie swoich zeznań poprosił o zwolnienie z obowiązku składania zeznań, ponieważ złożył wniosek o podwyżkę i jak stwierdził:  „mogłoby to spowodować dla niego szkodę majątkową”. Jest to znamienne, bowiem świadek ten był wezwany na mój wniosek.

Po pouczeniu zdecydował się jednak zeznawać, choć wątpiłem już w jego prawdomówność. Zeznał jednak ciekawą rzecz. Powiedział, bowiem coś takiego: „ Wiedziałem, że pracuję przy substancjach szkodliwych dla zdrowia z wiedzy ogólnej a nie od pracodawcy, nie pamiętam, kiedy to było czy w okresie od 1994-1997 zapytaliśmy pracodawcy czy są w zakładzie warunki szkodliwe odpowiedział nam, że nie…”. Następnie nie potwierdza faktu używania oleju przepracowanego dodawanego jak twierdzili dotąd świadkowie do mieszanego tworzywa stwierdzając enigmatycznie: Z uwagi na tajemnicę firmy odmawiam odpowiedzi o dodawanie składnika innego niż ftalany.”.  Pośrednio wspomina o pyleniu barwnika w trakcie jego mieszania w betoniarkach dodaje jednak asekuracyjnie, ze zamiast ftalanu dodawano olej jadalny, który: „nie jest szkodliwy”.

Przypomnę tylko od siebie, że tak namieszane tworzywo z olejem przepracowanym, lub jak stwierdził Pan Mirosław H.  „nie szkodliwym olejem jadalnym” było poddane działaniu wysokich, bo jak wynika z zeznań świadków, sięgających nieraz i 400 st.C temperatur.  Dalsza taktyka zeznań Pana Mirosława H. opierała się na amnezji spowodowanej złożonym wnioskiem o podwyżkę i wynikającym z tego lękom.

Na tej rozprawie nie zdołano przesłuchać wszystkich wezwanych świadków więc wyznaczono kolejną na dzień 17 listopada 2006 roku.

W dniu 16 listopada 2006 roku wątpiąc w rzetelność działań sanepidu zawiozłem do WOMP w Gdańsku protokół z pierwszej rozprawy wraz z kopią mojego pisma skierowanego do PPIS w Słupsku.

Jak wyglądała kolejna rozprawa administracyjna i jakie wnioski z obu wyciągnął sanepid opiszę w trzeciej części artykułu.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the task
 
Design by : Zbigniew Steć.