• image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
Previous Next
 

Archiwum artykułów

Moja historia, część 3

Ocena użytkowników: Rating StarRating StarRating StarRating StarRating Star / 1
SłabyŚwietny 

Jak już wspominałem w sprawie przeprowadzono w słupskim sanepidzie dwie rozprawy administracyjne mające na celu wyjaśnienia warunków pracy, jakie panowały w firmie w okresie stosowana barwników pylistych, a także w późniejszym okresie

Na rozprawie w dniu 17 listopada 2006 roku zeznania złożyli świadkowie powołani przez pracodawcę.  Z tego względu nie liczyłem na jakieś „rewelacje” z ich strony. Nawet byłem tego pewny z uwagi na to, że były to osoby funkcyjne i rozumiałem ich lęk o miejsce pracy.

 Pierwszy zeznawał świadek Bernard Ś, z którym pracowałem „ramię w ramię” z krótkimi przerwami od początku mojej „przygody” z firmą. Ba nawet uważałem go za dobrego kolegę. Tym bardziej jego zeznania wywoływały u mnie momentami zdumnienie. Choć analizując je teraz i mając w pamięci jego przestraszone oczy, w których było widać lęk przed utratą pracy mogę go zrozumieć. Nigdy nie był „orłem” w tym, co robił.

Ale wracając do jego zeznań to nie potwierdził on mieszania tworzywa w „szczelnie zamkniętym mieszalniku, oraz fakt dodawania oleju do mieszanego tworzywa zeznając: „… dodawałem czasami olej nie wiem czy był jadalny…”. Zakończył ten watek słowami: „… więcej nie kojarzę. Fakt znam „gościa”- czasami mało kojarzył.

Na pytanie przedstawiciela pracodawcy odnośnie przypadków zapalenia tworzywa z ostrożności przyznaje, ze miał kontakt z zapaleniem ustnika, jednak „przy umiejętnym podgrzaniu ustnika nie powinno dojść do zapłonu, chociaż to nie jest regułą.”. Ten „wspaniały fachowiec” miał takie przypadki jak zeznał: „…może ok. 5 razy w roku”!!!. Przypomnę tylko, że procedura uruchomienia wtryskarki po postoju, jak również uruchomienie produkcji nowego wyrobu po zmianie formy, wymaga podgrzania ustnika palnikiem na gaz propan-butan. W wyniku tych działań nie sposób uniknąć zapalenia tworzywa. Jednak ten wyjątkowy fachura będący przecież ustawiaczem produkcji i z racji obowiązków wykonujący te czynności  kilka razy na zmianę miał tylko pięć rozruchów w roku. No chyba, że te pięć razy odnosiło się do jego twierdzeń, że: „W przypadku zapalenia się tworzywa wyciągałem tworzywo do metalowej wanienki, wystarczyło zdmuchnąć albo „rozruszać miedzią” to samo zgasło.”. No, prawdziwy zuch.

Potwierdza, że były przypadki, że zapalało się tworzywo podczas podgrzewania z „dużym gęstym dymem”. Zaraz jednak dodając „..według mnie było to rzadko”. Asekuracyjnie dodaje jednocześnie: „Takie zdarzenie mogło ujść mojej uwagi.”. Na moje pytanie, jakie ja obsługiwałem wtryskarki przyznaje: „ pan Steć miał wtryskarki większe.”. Trudno temu zaprzeczyć, więc zaraz dodaje: „ Na mniejszych wtryskarkach był mniejszy problem w przypadku zapalenia tworzywa.”.

Potwierdza, że: „jest takie coś jak, rotomolding, ale nie u nas na ul. Wrocławskiej.”.

W tym miejscu wspomnieć należy, że sanepid zamieszcza wyniki badań środowiska właśnie z rotomoldingu, gdzie nigdy nie pracowałem i jak zeznaje świadek „takie coś jest, ale nie u nas” w kartach narażenia zawodowego.

W jakim celu to robi skoro cały czas zwracałem na to uwagę Pani Wandzie Gawlik, która ją sporządzała?. Niekompetencja. Wątpię, raczej stronniczość i to w najpodlejszym wydaniu.

Pan Bernard Ś, jako wzorowy pracownik zeznał: „Przy obsłudze betoniarki na ul. Złotej stosowanie masek zależało od pracownika jak miał ochotę to nosił.”. Zastanawia mnie tylko, po co maski skoro nic nie pyliło, a mieszanie odbywało się w „szczelnie zamkniętym mieszalniku”. Zastanawiające. Następnie stwierdza, że: „ Zdarza się bardzo często brudzenie wypraski przez olej po rozruchu wtryskarki” następnie potwierdza, że do czyszczenia „używałem benzyny ekstrakcyjnej”, a takie przypadki trwały i pół zmiany. Jeżeli chodzi o przerwy śniadaniowe to stwierdza, że jak go nikt nie zastąpił to śniadań nie jadał, a przy maszynie pił tylko mleko.

Tak Panie Benku, pij Pan mleko -  będziesz Pan wielki.

Kolejnym świadkiem był  Piotr N. Ten dżentelmen jak został ustawiaczem to „w ogóle nie miał kontaktu z tworzywem”. Tak, tak to nie żart. Wysokiej klasy „wirtuoz” w swoim fachu.

Potwierdza jednak, że: Jako ustawiacz nadal używałem benzynę ekstrakcyjną do mycia form raczej często”.

O zgrozo ten Pan tak samo jak poprzednik Bernard Ś. nie zwracał uwagi jak twierdzi, jakimi metkami oklejał wyroby gotowe. Zważywszy na to, że w produkcji były dwa rodzaje barwników pyliste i granulowane i te pierwsze, jako związki nieorganiczne metali ciężkich nie miały atestów PZH dopuszczające wyroby z nich produkowane do kontaktu z żywnością, a te drugie granulowane tak to strach pomyśleć ile osób zostało przez tych gości narażonych na niebezpieczeństwo.   

Bernard Ś. twierdzi: „nie pamiętam, jakimi metkami oklejano wyroby z barwnika granulowanego a jakimi z barwnika pylistego. Nie wiem czy jedne wyroby były dopuszczone do kontaktu z żywnością a drugie nie”.  Pan Piotr N  nonszalandzko stwierdza: „ metka to metka Zgroza. Chcąc nie narazić się pracodawcy sami się pogrążają.

Nie pamięta, od kiedy są przerwy na śniadanie jednak stanowczo stwierdza, że „…na Złotej ich nie było.  No proszę, a Pan Bernard Ś. na ulicy Złotej jadał na stołówce, albo wcale.

Odnośnie szkoleń BHP oczywiście nic nie pamięta. Temat „szczelnie zamkniętych mieszalników, jakimi były rzekomo betoniarki budowlane zamyka stwierdzeniem: „ nie interesowało mnie to, jakie były betoniarki”. Zapalenie tworzywa z ustnika: „nie przytrafiło mi się” jak był problem to zajmował się nim dział techniczny słowem „wysokiej klasy fachowiec w białych rękawiczkach.

Miał kłamać, aby zadowolić pracodawcę to wolał zasłaniać się brakiem pamięci. Taka postawa w jego przypadku nie zdziwiła mnie, bo znam go parę lat i jako uczciwy kolega postąpił tak, aby „wilk był syty i owca cała”. Czy jednak słusznie?. Nie będę tego oceniać. Mimo wszystko dziękuje, choć za taka postawę. Czasy są ciężkie i o pracę nie łatwo, a tu alimenty na głowie. Dziękuję Piotrze.

Ostatni ze świadków Pan Krzysztof Ł. zeznał, że w użyciu były betoniarki o pojemności 50 i 250 litrów. Stwierdza, że praca odbywała się w systemie akordowym, z tego względu pracownicy rezygnowali z wyjścia na śniadanie. Jednak on często korzystał z jadalni. Ubolewał nawet, że: " "z chytrości koledzy nie korzystali jak on z tej możliwości, za co ma nawet do nich wielki żal".

Potwierdził przypadki konieczności samodzielnego rozważania barwnika przez pracowników. Zaznaczył jednak, że on, jako wybitny fachowiec wiedział, jak to robić bezpiecznie stwierdzając: czynności te wykonywałem bardzo ostrożnie, ponieważ ten barwnik bardzo się kurzył.”     Dalej na pytanie przedstawiciela pracodawcy kategorycznie stwierdza, że: „… nie zdarzyło mi się jeszcze żeby zapaliło się tworzywo.”. No cóż amnezja. Następny cudotwórca. Gdzie mi do takiego „fachowca”. Sprawę używania benzyny ekstrakcyjnej w ogóle bagatelizuje. Jednak już na moje pytanie o zapalenie tworzywa w trakcie rozruchu wtryskarki stwierdza:, „jako ustawiacz miałem przypadki zapalenia tworzywa w momencie rozruchu, był to niewielki płomyk wystarczy dmuchnąć i już go nie ma…”. Dalej jednak drążąc ten temat swoimi pytaniami do Pana Krzysztofa Ł. spowodowałem że przyznał:  „ Pan Steć pracował na tych największych chodzi oczywiście o wtryskarki. Później stwierdza: „ja dużych wtryskarek nie uruchamiałem”, tak na dużych to można sobie było „dmuchnąć”. Mam na myśli oczywiście zgaszenie palącego się tworzywa. Cóż jak twierdzi: „nie widziałem samozapalenia na dużych wtryskarkach” to może dlatego nie wie, że w moim przypadku w razie zapalenia tworzywa nie było to zabawą bezpieczną.  Był świadkiem takiej sytuacji na mniejszej wtryskarce i opisuje to w ten sposób: „w trakcie gaszenia były opary. Nie było wyciągów i nie ma do chwili obecnej”. Wcześniej stwierdza, że jego zdaniem na Złotej była wentylacja, ale słaba, bo hala była niska. Potwierdza fakt zamykania drzwi hali w nocy z uwagi na skargi okolicznych mieszkańców na hałas. W sprawie dodawania oleju przepracowanego do barwnika pylistego wykazuje się amnezją.  Ten świadek jednak wykazał się jednak odpowiedzialnością, jeżeli chodzi o stosowane metki na wyroby gotowe. Stwierdził, bowiem: Były wyroby dopuszczone do kontaktu z żywnością i tam nie można było używać ftalanu, bardzo trzeba było tego pilnować, czy wyrób był przeznaczony do kontaktu z żywnością wiadomo było z etykiet, wyroby, które zawierały barwniki pyliste i ftalany nie wolno było znakować etykietami, że wyrób przeznaczony jest do kontaktu z żywnością.”.

No proszę ten Pan wszystko wie, a tamte dwa „gagatki” nic nie wiedziały. Jest to o tyle ważne, bo wyroby produkowane z barwników pylistych nie posiadając atestów PZH i będąc niedopuszczone do kontaktu z żywnością musiały mieć przekroczone normy migracji metali ciężkich w wyrobie gotowym. To zaś obala twierdzenia sanepidu o znikomym poziomie metali ciężkich w wyrobach gotowych produkowanych z barwników pylistych określanych w kartach narażenia na poziomie 0.0001%. Ponadto nieuprawnione są twierdzenia o śladowej zawartości metali ciężkich w pyłach barwników (punkt 13 karty z dnia 25.08.2006).

Wszystkie więc atesty dostarczone przez pracodawcę dotyczyły, bowiem barwników granulowanych i z tego względu niedopuszczalne było uwzględnianie ich w kartach narażenia zawodowego. Kluczowe dla sprawy barwniki pyliste zostały pominięte przez sanepid pomimo moich protestów w tej sprawie i załączanych specyfikacji ich składu.

W końcowej części swoich zeznań Pan Krzysztof Ł. stwierdza, że nie było ubrań roboczych. Na moje pytania stwierdza, że: „były progi produkcyjne, które należało wykonać. Więc jak to w końcu było, można było korzystać z przerw śniadaniowych, czy należało wykonać „progi produkcyjne”.

Tego stwierdzenia nie bardzo chciano umieścić w protokole, więc ujawniłem fakt nagrywania rozprawy i zaproponowałem, że mogę odtworzyć, co świadek dokładnie powiedział. Po fakcie ujawnienia rejestrowania rozprawy prowadząca nakazała mi wyłączyć dyktafon, co też uczyniłem. Sugerowano mi oddanie w depozyt domofonu jakiejś pracownicy sanepidu jednak w takiej sytuacji oświadczyłem, że mogę to uczynić tylko policji, którą  jeżeli taka jest wola prowadzącej rozprawę Pani radcy prawnej sanepidu, to proszę wezwać.

Po tym incydencie zadałem jeszcze tylko jedno pytanie świadkowi,  a mianowicie spytałem czy wie, co to jest rotomolding. Świadek wyraźnie zmieszany zapytał prowadzącą czy musi odpowiadać.  Pouczony przez prowadzącą odpowiedział, że słyszał o rotomoldingu i że znajduje się on przy ulicy Grottgera. Tak więc kolejny raz okazało się, że pomiary, które dostarczył pracodawca nie mają nic wspólnego ze sprawą, a sanepid dołącza je do akt sprawy i umieszcza te dane w kartach narażenia zawodowego.

Dalej nie było sensu tego ciągnąć, bowiem w trakcie tej rozprawy byłem systematycznie obrażany przez przedstawiciela pracodawcy Pana Andrzeja Skarzyskiego (takie dane widnieją w protokole), który w pewnym momencie powiedział do mnie „jeszcze z tobą nie skończyłem. Nic nie dały protesty u Pani radcy prawnej prowadzącej rozprawę. W trakcie tej rozprawy Pani Gawlik nie kryła już, w jakim kierunku zmierzają jej pytania. Wykłócanie się o każde słowo zapisane w protokole nie miało już sensu.

Sanepid jasno dał mi do zrozumienia, że nie zależy mu na wyjaśnieniu sprawy, a o takim jej zagmatwaniu, aby pracodawca unikną odpowiedzialności.

W dniu 19 listopada 2006 roku skierowałem do sanepidu pismo wskazując na dokumenty, jakie zostały dołączone do akt,  a które nie maja nic wspólnego ze sprawą.

Jednocześnie kopie tego pisma skierowałem do WOMP w Gdańsku dołączając kopię protokołu z rozprawy administracyjnej z dnia 17.11.2006 roku.

Po przeprowadzeniu obu rozpraw administracyjnych Pani Wanda Gawlik sporządza tzw. uzupełnienie do karty z dnia 25.08.2006.

W uzupełnieniu tym jak i w jej poprzedniczce nie wiedząc, dlaczego figuruję, jako pracownik magazynowy, co nie miało miejsca. Niby to szczegół, bo dotyczy tylko trzech miesięcy jednak nie omieszkano dodać, że w magazynach świadek Ł.Krzysztof nie widział barwników.

 Dalej stwierdza Pani Gawlik że byłem narażony na pyły barwników, o których pisze: „nieznany producent, nazwy i skład”. Pomimo tego, że wskazuję krajowego producenta tych barwników ich nazwy oraz skład nie zamierza tego nawet weryfikować. Oczekiwała jednak, że tą wiedzę uzyska od świadków pisząc; „ żaden z 7 świadków(ze strony pana Zbigniewa Stecia i zakładu) nie podał producenta nazw barwników pylistych i ich składu. Obecny pracodawca nie jest w stanie również podać tych informacji”. Wygodne prawda.

Nie przeszkadzało to jednak, aby stwierdzić w punkcie 6 tego uzupełnienia: „ W procesie produkcji siarczek kadmu, jako substancja nie był stosowany w zakładzie (wynika z technologii i zeznań świadków).”. Jakich zeznań skoro stwierdza Pani, że: „nieznany producent nazwy i skład” oraz, że „żaden ze świadków nie podał producenta, nazw i składu”. Pytam skąd Pani wie, że nie był stosowany?. Co Pani wie o technologii przetwórstwa tworzyw sztucznych? Dalej Pani opiera się na kserokopii książki o przetwórstwie tworzyw sztucznych, jaką przedstawił pracodawca opisując warunki pracy, jakie panowały  Ten dokumenty wyśmiał już Sąd w wyroku z dnia  01.12.2005.w zakładzie?.

W punkcie 10 tej żałosnej karty Pani Gawlik wygłasza pieśń pochwalną na temat barwników firmy Plasticolor. Proszę Pani, w jakim celu czy Pani jest przy zdrowych zmysłach. Przecież jak Pani sama stwierdza są to barwniki granulowane a „firma Plasticolor Sweden AB nigdy nie zajmowała się produkcja barwników pylistych.”. W sprawie chodzi o barwniki pyliste, a Pani wyjeżdża z granulowanymi. W jakim celu pytam?.

W punkcie 11 pisze Pani Gawlik:, „Ponieważ na rozprawie administracyjnej nie uzyskano informacji od świadków, kto był producentem barwników pylistych, nazw barwników, w związku z powyższym nie było możliwości zdobycia informacji o ich składzie.”. Przepraszam,  a moje wnioski dowodowe?. Podaję w nich wiedzę na temat tych barwników dostępną bez trudu w Internecie na stronach dotyczących przetwórstwa tworzyw sztucznych. Podaję producenta, skład tych barwników. Jednak nie jest Pani zainteresowana tymi informacjami, bo potwierdzają one fakty niewygodne dla pracodawcy.

Z całej tej pseudo rozprawy umieszcza Pani w owym uzupełnieniu zeznania świadków powołanych przez pracodawcę wygodne dla Pani i pracodawcy. Nie ma to nic wspólnego z rzetelnością. Pomija Pani całkowicie zeznania potwierdzające mój punkt widzenia.

Widząc już wyraźnie, co wyprawia sanepid w osobie p. Wandy Gawlik i nie mając nadziei na uczciwe prowadzenie dochodzenia skierowałem drogą mailową skargę do Głównego Inspektora Sanitarnego.

W odpowiedzi otrzymałem w dniu 29.11.2006 roku pismo od GIS, z którego wynika, że: „ …po przeanalizowaniu Pana pism oraz części akt sprawy Pana choroby zawodowej znaleziono nieprawidłowości w prowadzonym postępowaniu…”, zaraz jednak dodając: „przekazano sprawę do załatwienia przez Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Gdańsku…”.

Szkoda słów Gdańsk nie reagował na moje skargi, więc czego się mogłem spodziewać?.  Pomimo zapewnień GIS, który zapewniał w tym piśmie: „…zobowiązano ten organ Państwowej Inspekcji Sanitarnej do przesłania informacji o sposobie załatwienia skargi.”. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem wyjaśnień w tej sprawie.

W międzyczasie w wyniku publikacji w prasie na mój temat odezwała się do mnie Pani redaktor Ewa Pocztar-Szczerba z polsatowskiego programu „Interwencja”. Była gotowa zająć się tematem. W wyniku jej zainteresowania w dniu 29 grudnia 2007 w programie „Interwencja” wyemitowano nakręcony przez Panią Ewę reportaż.

interwencja TV

To jak sprawa toczyła się dalej w następnej części tego artykułu.

 

  

  

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the task
 
Design by : Zbigniew Steć.