• image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
Previous Next
 

Archiwum artykułów

Moja historia, część 4

Ocena użytkowników: Rating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star Blank / 0
SłabyŚwietny 

Następnym etapem było przekazanie sprawy przez WOMP w Gdańsku do Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu celem zajęcia stanowiska.

Zostałem wezwany na tzw. "badania” do tegoż instytutu gdzie pan doktor nie bardzo interesował się tym, co mówię, a bardziej interesowało go, kto już wypowiedział się w tej sprawie. Z uznaniem kręcił głową czytając opinie IMP w Łodzi i nie znając całości akt już wstępnie wyraził swoja opinię. Tego mogłem się spodziewać bo przecież panowie i panie doktorzy znają się jak „łyse konie” i jeden drugiemu nie będzie podważał „autorytetu”. Jednak w chwili zapomnienia pan doktor podważył niechcący twierdzenia swojej poprzedniczki z IMP w Łodzi, co do okresu latencji nowotworu, jaką zawarła  w swojej opinii pani doktor Ewa Węgrowska–Koski, która firmuje swoim autorytetem te orzeczenie, choć tzw. badanie jak już wspominałem  (Moja historia, część 1) dokonała niejaka pani Bożena Nowakowska.

Całą sytuację opisałem już w dziale, ( pliki dźwiękowe ) więc zachęcam Państwa do zapoznania się z jego treścią. Lektura daje dużo do myślenia na temat pana doktora Wiesława Smolichy z IMPiZŚ zwłaszcza w kontekście treści, jakie zawarł w swojej opinii lekarskiej, oraz tego, co udało mi się nagrać na spotkaniu z panem doktorem. Pan doktor Smolicha co innego mówi, a co innego umieszcza później w swoim orzeczeniu Gorąco polecam.

Wracając do sprawy.  W dniu 02.04.2007 IMPiZŚ w Sosnowcu zleca wykonanie PPIS w Słupsku przeprowadzenie dochodzenia epidemiologicznego na okoliczność stosowania w procesie produkcji szeregu bardzo skomplikowanych substancji chemicznych.

Same nazwy owych substancji u laika powodują zakłopotanie. Niewiele też udało mi się znaleźć na ten temat w sieci więc skupiłem się na tzw: "olejach przepracowanych". Byłem pewien, że tak jak dotychczas całe dochodzenie przeprowadzane przez panią Wandę Gawlik ze słupskiego sanepidu ograniczy się do stosownego zapytania do pracodawcy, aby raczył się wypowiedzieć w tej kwestii. Nie mogłem mieć złudzeń, jaka będzie odpowiedź.  I tak też się stało. W dniu 13.04.2007 sanepid zwraca się uprzejmie do firmy Curver Poland Sp.z o.o.  z pismem dokładnie takiej treści, jakie otrzymał od IMPiZŚ w Sosnowcu.

Mijają ponad dwa miesiące i w sprawie nic się nie dzieje. Zaniepokojony tą sytuacja kieruję w dniu 20.06.2007 pismo do sanepidu z prośbą o informację, na jakim etapie znajduje się dochodzenie.

W dniu 23 czerwca 2007 otrzymuję odpowiedź, że łaskawie poproszono pracodawcę o udzielenie stosownych informacji i „potulnie” czekają na odpowiedź.

Tego już było za wiele!. Instytucja państwowa czeka grzecznie na wyjaśnienia w prowadzonym dochodzeniu, a pracodawca kpi sobie z tego lekceważąc wszelkie terminy.

Zagotowało się we mnie i w dniu 04.07.2007 ponownie kieruję pismo do sanepidu w Słupsku wskazując konkretne zapisy w KPA.

Po tak stanowczym postawieniu sprawy w dniu 06 lipca 2007 otrzymuję w końcu pismo z PPIS w Słupsku informujące o zakończeniu zleconego przez IMPiZŚ w Sosnowcu dochodzenia epidemiologicznego i skierowaniu jego wyników do Sosnowca. Zgroza!.

Dochodzenie przeprowadzono „bardzo starannie”. Pani Gawlik zasięgnęła informacji  w swoim stylu u pracodawcy i uznała dochodzenie za zakończone!.  Nie raczyła nawet zauważyć, że w protokółach z rozpraw administracyjnych z dnia 10.11.2006, jak również z dnia 17.11.2006 świadkowie potwierdzają fakt dolewania do barwnika pylistego oleju hydraulicznego wyciekającego z nieszczelności układu hydraulicznego maszyn. Olej ten wraz z barwnikiem pylistym i tworzywem był poddawany działaniu wysokich temperatur. Fakt ten umknął uwadze pani Gawliki nie wspomina słowem o tym w informacji, jakiej udzieliła IMPiZŚ w Sosnowcu. Zastanawiające?. Nie, ta pani cały czas mataczy w tym dochodzeniu i wykazuje się wyjątkową indolencją, która poddaje w wątpliwość jej kwalifikacje na zajmowanym stanowisku.

Na tak przeprowadzone „dochodzenie” nie mogłem pozostać obojętny i w dniu 13 lipca 2007 roku skierowałem do sanepidu pismo wskazując na „błędy”, jakie zawiera to „dochodzenie”.

Jednocześnie kopie tego pisma skierowałem do IMPiZŚ w Sosnowcu, bowiem uznałem, że wyniki tzw. „dochodzenia”, jeżeli można to nazwać dochodzeniem zawierają jednostronne oświadczenie pracodawcy zaś wnioski, jakie winien był zawrzeć w nim sanepid powinny zawierać analizę wszystkich zgromadzonych dokumentów, jakie udało się zdobyć w sprawie,  a w szczególności odmienne zeznania świadków złożone pod przysięgą. Pani Gawlik zaś wydaje się kompletnie nie rozumieć, jakimi regułami powinno się rządzić dochodzenie, co kompletnie dyskwalifikuje ją, jako osobę zajmującą kierownicze stanowisko.

Na tak sformułowane moje pismo w dniu 19 lipca 2007 roku otrzymałem odpowiedź z sanepidu, w której sanepid „rżnie głupa” i informuje mnie, że ponownie zwrócił się do pracodawcy z „prośbą” o udzielenie informacji: czy podczas procesu mieszania tworzywa w betoniarce do barwników pylistych był dodawany olej hydrauliczny z maszyn”. Jakby nie dostrzegał tego, że informacje te znajdują się już w aktach sprawy.

Curver Poland Sp z o.o.  swoim zwyczajem informuje sanepid w dniu 31.07.2007, że absolutnie takie fakty nie miały miejsca w tej zacnej firmie. Nikt jednak nie analizuje takich przypadków w poprzedniczce firmy Curver firmie Dom-Plast.  Wszak firma Dom-Plast już nie istnieje ponieważ formalnie nazywa się teraz Curver poprzednio Rubbermaid, a potem Newell-Rubbermaid. Taki galimatias i nikt tak w sumie za nic nie odpowiada.

Kopię tych wyjaśnień sanepid przesyła do Sosnowca, o czym łaskawie informuje moją skromną osobę pismem z dnia 08.08.2007 roku.

   

Ponownie nie widzi w prowadzonym dochodzeniu żadnych niejasności i słowem nie wspomina o różnicach w wyjaśnieniach pracodawcy, a zeznaniach świadków pracowników firmy potwierdzających pod przysięgą fakt stosowania olejów przepracowanych. Dla sanepidu wyjaśnienia pracodawcy są najbardziej wiarygodne, a wszelkie inne zeznania moje, czy świadków są całkowicie ignorowane i niebrane pod uwagę. I co Państwo na to?. Tak w słupskim sanepidzie przeprowadza się „dochodzenia” i wszyscy uważają, że jest to profesjonalne działanie!!.

Na te kolejne brednie firmowane przez pana Józefa Pawluka zastępcę PPIS w Słupsku zareagowałem pismem z dnia 14.08.2007 którego kopie przesłałem również do Sosnowca.

Ponownie „biję głową w mur” i przedstawiam oczywiste fakty zawarte na poparcie moich twierdzeń. Jednak jak się później okaże nikogo to nie interesuje, bowiem kierunek prowadzenia dochodzenia jest już dawno nakreślony. Jeszcze sanepid zdziwiony moimi pretensjami wzywa mnie do określenia charakteru złożonego pisma więc w dniu 27 lipca uświadamiam ich, że moje pismo niech traktują, jako kolejną skargę.

Łaskawie kierują te pismo już, jako skargę do PWiS w Gdańsku pismem z dnia 03.09.2007.

W dniu 13.09.2007 otrzymuję odpowiedź na moja skargę z Gdańska.

Jak mogłem się spodziewać z odpowiedzi tej niewiele wynikało. Zawarto w niej jednak szereg ciekawych spostrzeżeń. Przyznano, iż: „Faktem jest, iż w powyższych pismach PPIS w Słupsku przytoczył jedynie stanowisko pracodawcy dotyczące pana narażenia na w/w. związki chemiczne, jednakże to właśnie zakład pracy jest instytucją właściwą do udzielania informacji dotyczących warunków na stanowisku pracy.”. Odkrywcze stwierdzenia nie ma, co. Tylko, co w przypadku, gdy zakład potwierdza, że nie posiada żadnych atestów barwników, nie wie, co to były za barwniki i kto był ich producentem. Nie ma żadnych badań środowiskowych słowem nie ma niczego, co mogłoby mu zaszkodzić jednak w kwestiach, które są po jego myśli wszystko wie i bardzo stanowczo się wypowiada. Sanepid przyjmuje to za „dobrą monetę” i skrzętnie przedstawia to w swoich dokumentach nawet nie próbując weryfikować tych informacji innymi dowodami.

Wojewódzki sanepid zdaje się jednak rozumieć zasady prowadzenia dochodzenia pisząc: „ PPIS w Słupsku uzupełniając materiał dowodowy jest zobowiązany do zbierania wszystkich informacji w sprawie zarówno od Pana, świadków jak i pracodawcy.”. Tak tylko, dlaczego nie syntetyzuje tej wiedzy i nie przedstawia jej w zestawieniu w pismach kończących dochodzenie. Może liczy na to że tak istotne fakty umkną osobie wydającej decyzję, bowiem akta sprawy rozrosły się przez lata do niebotycznych rozmiarów. Uczciwe prowadzenie dochodzenia wymaga od prowadzącego podania w jego podsumowaniu wszystkich faktów, jakie ustalono na daną okoliczność wskazując na odpowiednie dokumenty zawarte w aktach sprawy, które je potwierdzają bądź zaprzeczają. Jest sprawa oczywistą, że osoba, która zleciła takie dochodzenie oczekuje od organu wykonania tej pracy. Nikt nie będzie wertował akt sprawy, aby samodzielnie nie znając zawiłości materii weryfikować podane fakty. Uzna bowiem, że organ który od początku prowadzi dochodzenie rzetelnie zestawia udowodnione fakty pozostawiając ich ocenę orzecznikowi.

Na kpinę zakrawa fakt, że jak pisze sanepid w Gdańsku :PWIS w Gdańsku w dniu 10.09.2007 przeprowadził rozmowę telefoniczną z kierownikiem Przychodni Chorób Zawodowych IMPiZŚ w Sosnowcu lek.med. Wiesławem Smolichą, podczas której uzyskał informacje, że przy wydawaniu orzeczenia lekarskiego będzie brany pod uwagę cały zebrany w sprawie materiał dowodowy.”. Tak organ państwowy załatwia sprawę z innym organem państwowym poprzez „rozmowę telefoniczną”. Tak można było załatwiać sprawy w poprzedniej epoce jak dzwonił sekretarz do sekretarza droga pani Charytoniuk.

Przykład załatwiania sprawy przez telefon opiszę jeszcze później na przykładzie mojego protestu na próbę zakończenie dochodzenia przed zakończeniem rozpraw administracyjnych. Wówczas również sanepid słupski twierdził, że rozmawiał z kimś tam telefonicznie, a jak się później okazało pani Ewa Bieniecka-Rembeza z WOMP prowadząca sprawę nic o tym nie wiedziała, choć to ona, jako prowadząca dochodzenie powinna być o tak ważnych faktach informowana. 

W konkluzji tego pisma pani Elżbieta Charytoniuk już bezobcesowo stwierdza, że  słupski sanepid nie musiał zawierać w swoim dochodzeniu informacji o odmiennych dowodach do tych przedstawionych przez pracodawcę i korzystnych dla niego!!. Gratuluję poczucia humoru. Na takie argumenty mogę zacytować tylko myśl, którą zawarłem w headerze mojej strony pod napisem Paranomia.

Odpisałem na te brednie, choć wiedziałem, że nie ma to większego sensu. Do takich ludzi nie trafiają racjonalne argumenty.

PWIS w Gdańsku pismem z dnia 02.11.2007 nie kontynuował już tego wątku, co mnie wcale nie dziwi, bowiem tak głupiej odpowiedzi, jakiej mi udzielił nie sposób obronić.

W dniu 05.11.2007 cytowany już pan doktor Wiesław Smolicha z IMPiZŚ w Sosnowcu w dwa miesiące po słynnej rozmowie, jaką przeprowadził z nim telefonicznie  PWIS w Gdańsku wydał orzeczenie lekarskie nr.3261/07 o braku podstaw do rozpoznania choroby zawodowej.

Zbagatelizował w nim całkowicie narażenie na oleje przepracowane w latach 1992-2006 uznając całość narażenia za okres zbyt krótki, aby wywołać zachorowanie w postaci nowotworu nerki. Dla pana doktora, jeżeli coś jest nieznane, więc jest samoistne. A może tak pogłębić wiedzę?. Są dostępne opracowania bardzo wybitnych autorytetów naukowych, więc, po co się tak kompromitować i obnosić ze swoją niewiedzą?.  Nie raczył się odnieść do żadnych opracowań naukowych chociażby dostępnych w aktach sprawy. Pan doktor po prostu wie i już. Określił okres latencji nowotworu na 20-30 lat, choć sam kwestionował te dane w czasie mojego badania ( zobacz artykuł ).

  

Blisko rok pracy nad tą skomplikowaną materią i pan doktor wydaje opinie niepopartą żadną wiedzą. Nie przytacza żadnych faktów na poparcie swoich twierdzeń. Już nawet w świetle obowiązującego orzecznictwa ta decyzja nadaje się tylko do kosza, a pan doktor musi jeszcze długo pracować i bardziej przykładać się do swoich orzeczeń żeby nie kompromitować tak szacownego Instytutu. Panu doktorowi polecam lekturę wyroku IV SA/GI 332/08 z dnia 28.08.2008 który opisuję w części 1 tego cyklu artykułów (Moja historia, część 1). Tam Sąd jasno określił, co to jest i co powinna zawierać opinia lekarska, jakimi zajmuje się pan doktor. Proszę sprawdzić i porównać swoja opinię. Wnioski nasuwają się same.

Na podstawie tak sporządzonego orzeczenia PPIS w Słupsku wydaje decyzje nr.3/08 z dnia 08.02.2008 o braku podstaw do stwierdzenia choroby zawodowej.

Decyzja jak wszystkie poprzednie. Jeżeli nie było woli ze strony sanepidu, aby wyjaśnić sprawę uczciwie, więc cytuje się tylko te śmieszne pozbawione podstaw orzeczenie pana Smolichy.  Na polemikę z tym „dokumentem” nie mam już ani ochoty ani sił. Wszelkie wątpliwości zawarłem w odwołaniu z dnia 26.02.2008.

Akta sprawy ponownie trafiły do Gdańska. Pismem z dnia 19.05.2008 PWIS w Gdańsku występuje do IMPiZŚ w Sosnowcu o wydanie opinii uzupełniającej

W dniu 25.07.2008 znany już pan Smolicha z IMPiZŚ w Sosnowcu podtrzymuje swoje stanowisko przytaczając znane już argumenty, że co nieznane panu doktorowi, na pewno jest samoistne. Kolejnym „argumentem” jest mój wiek, bowiem według wiedzy pana doktora, jaką posiadł: „…nowotwór o nieznanej samoistnej etiologii, typowo występujący pomiędzy 40 a 65 rokiem życia, w tym dwukrotnie częściej u mężczyzn i to w zwykle młodych w przedziale wiekowym 40-50 lat (!).”.

No tak w tym wieku to można się wszystkiego spodziewać. Taką argumentację pana doktora przedstawiłem swojemu onkologowi, pod którego opieką przebywam. Powiem tylko, że śmiechom nie było końca… Proszę na Boga, niech pan już nie zajmuje się orzecznictwem. Krzywdzi pan już nie tylko pana „interesantów”, ale i siebie. Gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że w tym piśmie pan doktor przytacza ową tajemna wiedzę, którą już zakwestionował Sąd w pierwszym wyroku z dnia 01.12.2005 określając ją, jako „bliżej niesprecyzowane, co do swej treści i charakteru komputerowe bazy danych.”. Jednak pan doktor nie uznaje innych źródeł wiedzy tylko takie, które nie sposób zweryfikować. Jednak, jeżeli przytacza się inne odmienne, co do opinii pana doktora dane, chociażby nawet najbardziej uznanych autorytetów naukowych krajowych i zagranicznych pan doktor nabiera wody w usta.

Następna, oczywiście odmowna decyzja zapadła w dniu 25.08.2008.

W obszernym uzasadnieniu zawarto wszystkie niedorzeczności niepoparte żadnymi dowodami, które znalazły się w kartach narażenia zawodowego. Podaje się twierdzenia o znikomej zawartości kadmu i chromu w barwnikach pylistych, choć nie ma na to żadnych dowodów i nie zadano sobie trudu, aby twierdzenia te zweryfikować. Jednak taki argument pasuje do ogólnej koncepcji. Podaje się twierdzenia o braku związku przyczynowego pomiędzy nowotworem nerki, a ekspozycją na kadm, choć w aktach sprawy znajdują się dowody temu przeczące. Podaje się wielkość ekspozycji, jako „śladową” pomimo braku badań w tym kierunku w środowisku mojej pracy. Bagatelizuje się nieprzestrzeganie podstawowych zasad BHP a w szczególności barak przerw śniadaniowych stwierdzając, że „nie maja istotnego znaczenia”. Sanepid jednak zapomina, że istnieją w naszym prawie odpowiednie przepisy które te sprawy wyraźnie regulują. Na przykład Rozporządzenie Ministra Gospodarki z dnia 07 czerwca 2002 w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy w przetwórstwie tworzyw sztucznych (Dz. U. Nr 81,poz. 735).

W § 3 tego rozporządzenia napisano:

„Do prac szczególnie niebezpiecznych przy przetwórstwie tworzyw sztucznych zalicza się w szczególności:

  1. sporządzanie roztworów z rozpuszczalnikami organicznymi,
  2. czyszczenie odpadów tworzyw sztucznych przy pomocy gorącej wody, w tym z detergentami, lub rozpuszczalników organicznych.”

Przypomnę tylko, że świadkowie potwierdzili mycie wyprasek benzyną ekstrakcyjną.

Jak jeszcze mało to §7. 1 tego rozporządzenia brzmi:

„§7.1 Wydzielające się podczas homogenizowania tworzyw sztucznych szkodliwe gazy i pary powinny być odprowadzone na zewnątrz pomieszczenia, zgodnie z odrębnymi przepisami.”

Świadkowie potwierdzili brak miejscowych wyciągów oraz wentylacji na hali. To też nie ma „istotnego znaczenia” panie doktorze?.

Nie jest to jedyny akt prawny który pan bagatelizuje swoimi twierdzeniami. Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 w sprawie przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy (Dz.  U. Nr.129,poz. 844 z poz. zmianami) odnosi się wyraźnie do sytuacji spożywania posiłków.

Rozdział 6 tego rozporządzenia odnoszący się do prac szczególnie niebezpiecznych w §101.2 p.p.4 zawiera taki zapis:

„4) zapewnić stosowanie przez pracowników wymagań higieny, a w szczególności niedopuszczenie do spożywania posiłków, picia i palenia tytoniu w miejscach pracy.”.

Mógłbym cytować więcej nakazów i zakazów z różnych aktów prawnych które pracodawca złamał. Czym naraził mnie na utratę zdrowia. Tylko po co skoro pan doktor i sanepid ma te wszystkie przepisy w „głębokim poważaniu”. Przecież czyniłem to niejednokrotnie w moich pismach i nikt nawet nie zająkną się na ten temat.     

Zupełnym jednak kuriozum jest stwierdzenie, że siarczek kadmu stosowany do barwienia tworzyw sztucznych zawarty jest w barwniku w ilościach śladowych. Jednak poprzednie twierdzenia jakoby kadm zawarty w siarczku kadmu był na poziomie 0,0001% powodują, że nie ma z kim dyskutować. Kłania się wiedza z chemii na poziomie gimnazjalisty.

Wszystkie te bzdury wykazałem dobitnie w skardze do WSA w Gdańsku z dnia 15.09.2008 roku.

Punktuje tam po kolei wszystkie sprzeczności, jakie występowały w procesie decyzyjnym oraz wskazuję na poparcie mych twierdzeń liczne opracowania naukowe wraz ze źródłami ich pozyskania.

Sanepid w odpowiedzi na skargę z dnia 07.10.2008 w zasadzie nic nowego nie wnosi powielając znane już argumenty.

W dniu 20.10.2008 odpowiadam na pismo sanepidu w którym zwracam uwagę Sądu na rażące zaniedbania w prowadzonym dochodzeniu, które w mojej ocenie miały wpływ na niekorzystne dla mnie decyzje.

W końcu WSA w Gdańsku wyznaczył rozprawę na dzień 12.02.2009 roku.

Niestety Sąd nie zajął się sprawą merytorycznie, a to z uwagi na to, że obowiązujące przepisy odnośnie chorób zawodowych Trybunał Konstytucyjny uznał, jako niekonstytucyjne.

Pomimo tego, że obowiązywały one jeszcze przez rok do czasu uchwalenia przez Sejm nowych regulacji prawnych. Sąd staną na stanowisku, że nie będzie orzekał na mocy niekonstytucyjnych przepisów i jedynie uchylił niekorzystne dla mnie decyzje, nakazując sanepidowi ponownie rozpatrzenie sprawy już po uchwaleniu przepisów prawa regulujących kwestie chorób zawodowych w zgodzie z Konstytucją RP.

Jak dalej sprawa wyglądała opisze w następnej części artykułu.

Zapraszam do lektury.   

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the task
 
Design by : Zbigniew Steć.