• image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
Previous Next
 

Archiwum artykułów

Moja historia, część 5.

Ocena użytkowników: Rating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star Blank / 0
SłabyŚwietny 

Po kolejnej już rozprawie przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Gdańsku, w której Sąd uchyla niekorzystną dla mnie decyzję z uwagi na niekonstytucyjność przepisów togadotyczących chorób zawodowych, sanepid informuje mnie, że rozpatrzy sprawę po uchwaleniu odpowiednich przepisów.

W dniu 27 lipca 2009 roku słupski sanepid kieruje prośbę do WOMP w Gdańsku o uzupełnienie orzeczenia lekarskiego nr 32614/07 z dnia 05.11.2007 roku zgodnie z obowiązującymi już nowymi przepisami o chorobach zawodowych.

 

Po ponad dwóch miesiącach oczekiwania w dniu 24 września 2009 roku otrzymuję od PPIS w Słupsku kopię pisma skierowaną do Newell Rubbermaid Poland S.A. Sp. z.o.o  -i tu uwaga- w Katowicach (!), o przesłaniu im kopi decyzji nr. 11/09 z dnia 01.09.2009 o braku podstaw do stwierdzenia choroby zawodowej.

Natychmiast skierowałem do sanepidu pismo z zapytaniem, dlaczego nie uzyskałem tej decyzji abym mógł zająć stanowisko w tej kwestii.

W odpowiedzi sanepid informuje mnie, że jakoby nie odebrałem owego pisma pomimo dwukrotnego awizowania przesyłki przez pocztę. Jednocześnie w załączeniu przesyła ową decyzję.

Znając funkcjonowanie słupskiego sanepidu postanowiłem sprawdzić na poczcie, dlaczego to pismo do mnie nie dotarło. Okazało się, iż osoba adresująca te przesyłkę w sanepidzie tak nabazgrała adres na kopercie, że przesyłka trafiła na całkiem inny adres w zupełnie innym rejonie miasta.

Po zapoznaniu się z decyzją nr. 11/09 z dnia 01.09.2009 w dniu 06.10.20029 wniosłem odwołanie, w którym ponownie wskazuję szczegółowo na popełnione błędy w prowadzonym dochodzeniu. Po raz kolejny analizuję wydane w sprawie decyzje, oraz karty narażenia zawodowego. Ponownie przytaczam obszerne opracowania naukowe na poparcie rakotwórczego działania kadmu na nerki i żądam ustosunkowania się do nich.

Słupski sanepid przesyła moje odwołanie do wojewódzkiego sanepidu, o czym informuje mnie pismem z dnia 08.10.2009 roku.

Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Gdańsku teraz już błyskawicznie wydaje w dniu 05.11.2009 kolejna decyzję nr.SE.HP-40/451/26A/32/04/08/09 o braku podstaw do uznania choroby zawodowej.

Ponownie powiela przytaczane już we wszystkich poprzednich decyzjach argumenty słowem nie odnosząc się do mojego odwołania.

Wspomnę tylko, że w orzecznictwie utrwalił się pogląd, że to organy administracyjne wydają decyzje o uznaniu bądź nie choroby za zawodową. Opinie ośrodków medycznych są tylko jednym z dowodów, które mają status opinii biegłego. (Moja historia, część 1) Rola zaś organów sanepidu polega na wnikliwym zebraniu wszystkich dowodów i na ich podstawie wydanie stosownej decyzji. Tymczasem w mojej sprawie opinie lekarskie nie spełniały żadnych warunków, jakie stawia się tego rodzaju opinią. Były pozbawione rzeczowych argumentów i niepoparte żadnymi racjonalnymi dowodami. Wręcz odnosi się wrażenie, że były sporządzone niechlujnie przez zupełnie niekompetentne osoby.

Przytaczane przeze mnie argumenty były pomijane i zupełnie ignorowane. Rolą sanepidu było wymusić na instytutach, do których zwracał się z prośbą o zajęcie stanowiska w kwestiach poruszanych w moich odwołaniach. W sytuacjach spornych zgodnie z KPA organ administracji państwowej ma również możliwość powołania biegłych z określonej dziedziny, aby potwierdzić bądź obalić stawiane zarzuty. Choćby w spornej kwestii zawartości kadmu w siarczku kadmu, czy substancji stosowanych do barwienia tworzyw sztucznych. Nie uczyniono tego, a w zamian uparcie przytacza się bzdurne twierdzenia jakoby siarczek kadmu zawierał śladowe ilości kadmu w swoim składzie.

Nie wykonano zaleceń sądu zawartych w pierwszym wyroku (WSA III SA-Gd 57/05 z dnia 01.02.2005) i nie ustalono składu chemicznego barwników pylistych pomimo moich wskazówek. Zupełnie tego zaniechano stwierdzając wręcz, ze nie da się tego ustalić, ponieważ: „…pracodawca nie podaje, a minęło już tyle lat…”. Zgroza, tak właśnie wyglądało to całe „dochodzenie”. Zaiste, trzeba być wielkim naiwnym sądząc, że pracodawca przyzna się do niewygodnych dla siebie faktów. Moje argumenty ignorowano pozostawiając je bez komentarza, zaś wszelkie „wyjaśnienia” pracodawcy skrzętnie dołączano do akt nawet, gdy nie miały nic wspólnego ze sprawą. Były jednak po myśli osób prowadzących to postępowanie. Niestety takie można odnieść wrażenie śledząc całość prowadzonego postępowania.

Na poparcie moich twierdzeń przytoczę raz jeszcze fragmenty jednego z wyroków WSA.

IV SA/Gl 332/08 - Wyrok WSA w Gliwicach

 

„Rozpoznający zatem sprawę o stwierdzenie choroby zawodowej organ dążyć musi do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mając na względzie interes społeczny i słuszny interes obywateli. Rolą organów administracji publicznej jest nadto wyjaśniać stronom zasadność przesłanek, którymi kierują się przy załatwieniu sprawy, Można tu zacytować stanowisko Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 21 marca 2007r sygn VI SA/Wa 62/07 publ. LEX nr 329705 , w pełni podzielone przez Sąd orzekający, iż w sytuacji, w której strona postępowania przypisuje określonym zdarzeniom, faktom czy okolicznościom decydujące dla wyniku sprawy znaczenie, będzie naruszać prawo i uchybiać zasadzie przekonywania i wyjaśniania sformułowanej w art. 11 k.p.a. takie niekorzystne dla strony rozstrzygnięcie organu, które w uzasadnieniu nie będzie odnosiło się w sposób rzeczywisty do przedstawionych argumentów. Działanie takie będzie również naruszać przepisy art. 7 i art. 107 § 3 k.p.a.”

 

„Tym samym uznać trzeba, iż zaskarżona decyzja wydana została z naruszeniem przepisów art. 7, art. 77 i art. 80 k.p.a. Bez względu bowiem na przewidziane prawem, tylko dwuszczeblowe postępowanie diagnostyczne, na organie inspekcji sanitarnej ciąży obowiązek dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego sprawy, zbadania wszystkich zebranych dowodów i dokonania ustaleń na podstawie wszechstronnego ich rozważenia. Stwierdza bowiem chorobę zawodową lub odmawia takiego stwierdzenia organ inspekcji sanitarnej, a nie placówka diagnostyczno-konsultacyjna. Jego rolą jest więc uzyskać takie dane, na podstawie których można wyprowadzić i uzasadnić wniosek, czy stwierdzone objawy chorobowe pozostają w związku przyczynowym z wykonywaną pracą zawodową, czy też rodzaj wykonywanej pracy nie ma żadnego wpływu na powstanie i rozwój schorzenia. Mając do dyspozycji orzeczenie lekarskie nie dokonujące analizy całości dokumentacji lekarskiej, jaką dysponował skarżący, a więc nie wyjaśniające w sposób wymagany prawem przyczyn odmowy rozpoznania u badanego jednostki chorobowej, organ inspekcji sanitarnej nie może wydać decyzji zgodnej z przywołanymi wyżej przepisami procedury administracyjnej.”

Takich ocen, co do tego jak powinny wydawać orzeczenia organy administracji państwowej można znaleźć dużo więcej. Zarówno słupski jak i gdański sanepid nic sobie jednak z tego nie robią i wydają się nie rozumieć, jaka jest ich rola w praworządnym systemie prawnym.

Koronnym argumentem tej decyzji jest to, że jest nowe rozporządzenie dotyczące chorób zawodowych, które nie zawiera już nowotworu nerki, jako choroby zawodowej więc nie ma o czym rozmawiać.

Chwileczkę, drodzy Państwo, cała procedura rozpoczęła się w 2003 roku więc pod rządami poprzedniego rozporządzenia. Nie wykonali Państwo zaleceń Sądu, co do kluczowych kwestii w sprawie przeciągając cale to dochodzenie sześć lat, a teraz zasłaniacie się nowym rozporządzeniem?.  To ma być praworządność?.

W dniu 27 listopada 2009 roku złożyłem skargę do WSA w Gdańsku na wspomnianą decyzję.

Podnoszę w niej powielane już wielokrotnie argumenty i ponownie szczegółowo analizuje całość postępowania prowadzonego przez sanepid wytykając popełnione w nim błędy i zaniechania. Na poparcie moich twierdzeń dołączam obszerną bibliografię wraz z podaniem źródeł jej pozyskania.

W Świątecznym prezencie dostaję odpis odpowiedzi na moja skargę sporządzony przez PWIS w Gdańsku w dniu 15 grudnia 2009 roku.

Dla mnie to pismo nic nowego nie wnosi do sprawy. Jest kolejnym powielaniem tych samych argumentów bez próby polemiki z wniesioną przeze mnie skargą.

W dniu 18 lutego 2010 roku odbyła się kolejna, trzecia już rozprawa w mojej sprawie. Sąd ponownie nie rozpatrywał sprawy merytorycznie. Opierając się na obowiązującym rozporządzeniu dotyczącym chorób zawodowych odmówił zajęcia się sprawą argumentując to faktem nie umieszczenia mojego schorzenia w nowym załączniku do aktualnego rozporządzenia.

Tak oto stałem się ofiarą niekonstytucyjnych przepisów naszych posłów i posłanek. Czy to moja wina, że osoby odpowiedzialne za tworzenie prawa w naszym kraju robią to "byle jak”?. Czy prawo może działać wstecz?. Czy można stosować przepisy obecnie uchwalone i bardziej restrykcyjne do spraw rozpoczętych, a niezakończonych pod rządami innych przepisów, choćby nie konstytucyjnych, które funkcjonowały w obrocie prawnym blisko osiem lat?. Te i inne pytania zawarłem w artykule: Lex retro non agit…???  Zapraszam do lektury.

Nie zgadzając się z argumentacją Sądu poprzez wynajętego prawnika (taka jest niestety procedura) złożyłem w dniu 13 kwietnia skargę kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Sąd zajmie się moją skargą w dniu 21 września 2010 roku. O dalszym biegu sprawy będę informował na łamach mojej strony. Niezależnie jednak od wyroku, jaki zapadnie przed NSA – zdaję sobie sprawę, że Sąd nie zajmuje się sprawą szczegółowo, a jedynie rozpatruje ją w ramach skargi kasacyjnej- będę dalej szukał sprawiedliwości wszędzie gdzie tylko się da. Uważam, bowiem, że warunki pracy, w jakich przyszło mi pracować i stosowane przez pracodawcę substancje, spowodowały wystąpienie u mnie zachorowania na nowotwór złośliwy nerki i wywarły piętno na dalszym moim życiu. Pechem pracodawcy, a moim szczęściem jest to, że jeszcze żyję i dopóki będę żył nie spocznę w moich staraniach, aby tego dowieść.   

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the task
 
Design by : Zbigniew Steć.