• image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
Previous Next
 

Archiwum artykułów

Jest jeszcze sprawiedliwość?.

Ocena użytkowników: Rating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star BlankRating Star Blank / 0
SłabyŚwietny 

Tak,  no i stało się. Moja wiara w sprawiedliwość w tym kraju została mocno nadszarpnięta. Podobno z wyrokami sądowymi się nie dyskutuje. Jadnak trudno powstrzymać WSAemocje,  gdy ma się do czynienia ze zwykłą niesprawiedliwością. Nie, nie pozostanę obojętny wobec tego co dzisiaj wydarzyło się w WSA w Gdańsku. Oprócz suchych aktów prawnych,  jest jeszcze elementarne poczucie sprawiedliwości społecznej i to właśnie zostało zdeptane. 

Jak już wspomniałem,  w wyroku  III SA - Gd 57/05 z dnia 01 grudnia 2005 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku uchylił niekorzystne decyzje organów inspekcji sanitarnej i zawarł w nim wątpliwości, które polecił usunąć i wyjaśnić w trakcie ponownego rozpatrywania mojego przypadku. Chodziło o ustalenie składu i producenta kluczowych dla sprawy barwników pylistych, oraz zwrócił uwagę organom wydającym orzeczenia lekarskie na opracowania naukowe, które przedłożyłem, a które potwierdzają fakt rakotwórczego działania kadmu na nerki. Zakwestionował fakt powoływania się przez biegłych lekarzy na "bliżej nie sprecyzowane komputerowe bazy danych" i zalecił  przedstawienie innych opracowań naukowych, które by obalały te przedstawione przeze mnie.  I oto co się stało. Sanepid i orzecznicy w najmniejszym stopniu nie wykonali zaleceń Sądu mimo, że wielokrotnie protestowałem w tej sprawie. Cztery lata zwracałem na to uwagę urzędnikom ze Słupska i nadzorującym ich pracę urzędnikom wojewódzkiego sanepidu z Gdańska. Moje skargi nie odnosiły żadnego skutku. Główny Inspektor Sanitarny stwierdził jakieś nieprawidłowości w prowadzonym postępowaniu jednak nie raczył mnie o nich poinformować, wbrew złożonym obietnicom, i  nie spowodował zmiany podejścia swoich urzędników do prowadzonego dochodzenia.

 

 Dalej produkowano stronnicze oparte na nieprawdziwych danych Karty Narażenia Zawodowego. Wykazałem to w swoich pismach do sanepidu zarówno w Gdańsku jak i Słupsku. Ostatnio w odwołaniu z dnia 06 października 2009  jak i skardze do WSA z dnia 27 listopada 2009 roku ( dostępne w dziale pliki).

Lekarze wydający opinie nawet nie próbowali polemizować z licznymi opracowaniami naukowymi,  które przytaczałem (wykaz w skardze do WSA z dnia 27.11.2009 dostępny w dziale pliki) czym również nie wykonali zaleceń WSA. I  tak oto mijały kolejne lata, aż zmieniono całe przepisy dotyczące orzekania o chorobach zawodowych. Jednak moja sprawa podlega jeszcze pod nieaktualne już przepisy i  tak powinna być rozstrzygana. Zdumiewa mnie jednak fakt, że Sąd nie zauważył  tego, że jego poprzednie zalecenia nie zostały wykonane, co skutkowało niekorzystnymi i stronniczymi decyzjami.

Po wprowadzeniu nowych uregulowań prawnych zamknięto katalog chorób nowotworowych i w nowym wykazie nie uwzględniono już nowotworu nerki. W decyzji nr SE.HP-40/451/26A/32/04/08/09 z dnia 05.11.2009 PWIS w Gdańsku powołuje się na właśnie te nowe Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 30.03.2009 w sprawie chorób zawodowych i cytuje § 11 ust.1 tego rozporządzenia mówiący, że czynności dokonane w toku wszczętych postępowań i niezakończone przed wejściem w życie w/w rozporządzenia pozostają skuteczne, co oznacza , że przy rozpatrywaniu sprawy należy brać pod uwagę cały zgromadzony materiał dowodowy. Czy oznacza to, że jeżeli zebrany materiał dowodowy jest obarczony tak wieloma błędami i niejasnościami, to już nie powinno się go weryfikować?. Według mnie jest to przyzwolenie na krętactwa sanepidu. Dziwi mnie tylko, że Sąd widząc - bo nie sposób tego nie zauważyć - te wszystkie wątpliwości i nie wykonanie przez organy swoich wcześniejszych zaleceń godzi się na to i nie wymaga od sanepidu i jednostek orzeczniczych wyjaśnienia tych faktów.

Dla mnie jako laika jest to niezrozumiałe i moralnie niesprawiedliwe. Przyzwolono oto,  na cwaniactwo i dano jasny sygnał dla urzędników, że warto przeciągać postępowania w nieskończoność,  bo może przepisy się zmienią i sprawa sama się rozwiąże. To, że sporządzone Karty Narażenia oparte są na nieprawdziwych danych wykazałem przez te lata niezbicie. Resztę danych samemu wydumano nie mając żadnych dokumentów na ich poparcie. Jak można pisać o znikomym narażeniu nie mając żadnych, podkreślam żadnych badań w tym kierunku?. Czy brak tych badań można interpretować na moją niekorzyść, w sytuacji potwierdzenia narażenia w uznanej perforacji przegrody nosa, które to narażenie występowało równolegle?. Temat kluczowych dla sprawy barwników pylistych nie został wyjaśniony. Osoba uprawniona jak ją określa sanepid jasno stwierdza, że nie jest w stanie tego wyjaśnić,  jednocześnie nie zauważa moich dokumentów, które wyjaśniają lub wskazują metody ich wyjaśnienia. Przedstawia się atesty barwników nie mających związku ze sprawą tzw. barwników granulowaych tylko dlatego, że ich badania wypadają po myśli pracodawcy i przykro mi to stwierdzić -sanepidu.

Czy lekarze orzekający w sprawie nie są zobowiązani do dokładnego udokumentowania swoich twierdzeń, zwłaszcza w sytuacji tak mocnych opracowań naukowych mówiących o rakotwórczym działaniu kadmu na nerki. Wskazał na to również Sąd w 2005 roku. Nie uczyniono tego. Dlaczego?. Odnoszę wrażenie, że żyją oni w zupełnie innym świecie. Oni po prostu wiedzą i kropka!. Dla mnie jednak opinia tak wielu naukowców i jednostek naukowych jest bardziej wiarygodna niż opinie "orzeczników" wypowiadane bez poparcia ich żadną wiedzą. Nie podjęto polemiki z tymi opracowaniami dlatego, że po prostu zabrakło argumentów, i opinie wypowiadane przez orzeczników nie obroniłyby się. Według ich twierdzeń nie ma dowodów epidemiologicznych na rakotwórcze działanie kadmu w środowisku pracy. Zaiste dziwna logika. Ten sam kadm działa rakotwórczo na nerki , ale tylko poza środowiskiem pracy. Już za bramą zakładu pracy jest zupełnie nieszkodliwy. Nonsens ?. Nie, taka jest logika osób wydających te orzeczenia.   

Przywołuje się  okres latencji nowotworu wynoszący 20-30 lat i wskazuje, że skrócenie go do 11 lat jest nieprawdopodobne. Jednocześnie przyznaje się, że okres ten może jednak ulec skróceniu przy wysokich stężeniach substancji rakotwórczych w środowisku pracy, co jak się podkreśla, w rozpatrywanej sprawie nie miało miejsca. A ja się pytam, o dowody na te twierdzenia. Na podstawie jakich badań stwierdzono poziom narażenia. Nie ma takich badań, a poziomy zawartości kadmu w barwnikach pylistych określono na podstawie barwników granulowanych. Czy to jest w porządku?. To jest sprawiedliwe i wnikliwe wyjaśnianie sprawy. Mam wrażenie, że robi się ze mnie mało rozgarniętego robola, który uwierzy we wszystko, co napisze urzędnik lub "orzecznik". Otóż nie,  ja pracowałem w tych zagrożeniach i wiem jak praca ta wyglądała.   

Dlatego nie odpuszczę , wystąpię o uzasadnienie orzeczenia i odwołam się do NSA. Wiem, że jest to niesprawiedliwe. Całe to postępowanie  "nie trzyma się kupy". Nie może być tak, że organy administracji państwowej łamią prawo i nowe razporządzenie sankcjonuje te praktyki. Lekarze orzecznicy zaś, nie podlegają żadnej kontroli i nie muszą się tłumaczyć ze swoich decyzji, ignorując wiedzę innych ośrodków naukowych. Proszę mi to wyjaśnić,  bo nie mieści się to w moich standardach sprawiedliwości. Nie tak wygląda moje poczucie sprawiedliwości. W takich sprawach nie powinno być żadnych niedomówień,  a wszystkie fakty muszą być rzetelnie i w sposób nie budzący wątpliwości udokumentowane. Wówczas może łatwiej byłoby pogodzić się z tą decyzją. Ze zdaniem często przytaczanym w decyzjach, że "...etiologia raka nerki jest nieznana, więc samoistna" oraz, że " występuje on dwukrotnie częściej u mężczyzn jak u kobiet" nie będę dyskutował. Powiem tylko, że nie takich argumentów oczekiwałem od orzeczników pracujących w instytutach, które były zaangażowane w sprawę.       

   

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the task
 
Design by : Zbigniew Steć.